and i feel like i'm breaking up , but i wanted to stay. bonnie w kawałkach: 1, 2, 3


czwartek, 30.czerwca.2011, 18:10
ale zajebiście wracam, o jejku. moje życie jest pełne taaakich wariackich sytuacji, że szok! i bonnie wcale nie jest aż tak bardzo o mnie

Endi po kilku dymkach był już lekko naćpany, albo tak sobie wmówił, jak zwykle. Bonnie spojrzała na zegarek i okazało się, że spóźnili się równo piętnaście minut, co obejmowało studencki kwadrans. Kiedy skradali się do sali, na drugim piętrze wpadli na, co za zdziwienie, Pawełka. Minę miał nietęgą, widać imprezowanie z przyszłą gwiazdą porno dało mu popalić. Andrzej roześmiał się, a Bonnie prychnęła. Wymowne dzieciaczki.
- Patrzcie, patrzcie, kogo my tu mamy? - powiedziała z złośliwym uśmiechem. Paweł, chociaż studiował na innym kierunku, czasem wpadał na ich wydział. Co za pech. Teraz, kiedy zauważył dwójkę dawnych przyjaciół, nie wydawał się zadowolony.
- Barbara, Andrzej. Spieszę się, więc... Basiu, możemy zapomnieć o wczorajszym incydencie? - szepnął przejęty. Andrzej, który o niczym nie miał pojęcia, spojrzał pytająco na Bonnie.
- Ale o czym on gada, Bonnie? Jaki incydent? - zapytał, obejmując Basię. Ona klepnęła Pawła w ramię.
- Nasz mały Pawełek miał wczoraj chwilę słabości w toalecie. Niezbyt uważne, bo ktoś, to jest ja i Laura we własnej osobie, zauważyliśmy to... wiesz, nie jesteś zbyt lubiany, kolego – powiedziała, patrząc na Pawła. On westchnął i przetarł oczy.
- Jezu, Basia, weź odpuść. Wiem, że lubisz mieszać, ale przesadzasz. Ludzie się rozstają, ty to wiesz najlepiej. Odpieprzcie się - zirytował się nieco Paweł, bo miał już dosyć szykanowania. Chyba każdy miał prawo do szczęścia? Andrzej, który przysłuchiwał się temu w milczeniu, pokiwał powoli głową.
- To jak? Mam dać mu wpierdol, czy co? No bo ewidentnie mu się zbiera, jak sam powiedział, od ponad roku – zauważył mądrze, wzrokiem przewiercając dawnego kolegę. Bonnie weszła pomiędzy dwóch chłopaków, żeby na wszelki wypadek zapobiec katastrofie.
- Andrzejku, niepotrzebnie się denerwujesz. Przecież nie będziemy się przejmować jakimś Pawłem, prawda? Andrzej przemyślał to chwilkę, po czym wzruszeniem ramion przyznał Bonnie rację. - Mądrze gadasz, tak myślę. Ale Paweł, taka kwestia mnie nurtuje – jak to jest z tymi sztucznymi cyckami, fajnie je się maca? Bez obrazy oczywiście, tak się nad tym zastanawiam – powiedział, nachylając się nad Pawłem.
Ten, zdegustowany zachowaniem niezbyt subtelnego Andrzeja, bez słowa poszedł w stronę drzwi. Bonnie cichutko zaklaskała Andrzejkowi, ripostę miał nieświadomie ciętą. Ale Paweł jeszcze postanowił się odwrócić, żeby zapewne uraczyć ich kolejną mądrością.
- Nic by się wam nie stało, jakbyście się odpierdolili – mruknął. Bonnie i Andrzej pomachali mu na do widzenia i z uśmiechami poszli do sali na zajęcia. Mogli odhaczyć na liście gnębienie kolejnego wrednego osobnika.

- Paweł, kochanie, co się dzieje? - zapytała Diana, kiedy Paweł przyszedł do niej po popołudniowych zajęciach. On tylko mruknął coś pod nosem i pocałował ją w czoło.
- Wiesz, że czasami muszę wpadać na wydział socjologii, no nie? Zgadnij, na kogo tam wpadłem – powiedział, siadając na krześle w kuchni. Diana, niczym wzorowa pani domu, postawiła przed nim kubek z kawą i objęła go czule między dwie okazałe silikonowe piersi.
- Chyba nie na Laurę? Czekaj... no tak. Andrzej i ta dziwna wariatka, która każe wołać na siebie Bonnie? - mruknęła z kpiącym uśmieszkiem. Od Laury gorsza była tylko Bonnie – wydawało jej się, że jest taka zajebista i mądra, a w rzeczywistości była psychiczną kretynką z dziwnym imieniem. Andrzeja znała z kilku imprez, miał bogatych starych, którzy założyli mu studio w domu i nagrywał kawałki w nadziei, że kiedyś będzie raperem.
- Chyba się nimi nie przejmujesz? To jakaś banda nieudaczników, Pawełku – pocieszyła chłopaka. On odsunął się od niej.
- Wiem, że masz rację, ale oni zachowują się, jakbym kogoś zabił. Przecież ja tylko przestałem być szczęśliwy, o co im chodzi? Andrzej przeleciał wszystkie małolaty w liceum, Bonnie romansowała z jakimś dziwnym poetą, a oni przyjebali się do mnie, rozumiesz to? Co za pojebana banda hipokrytów.
Ciężko nie przyznać Pawłowi racji, pomyślała Diana. Pamiętała, jak spotkała 'przyjaciół' Pawła. Wpadła na nich w klubie, takie to były imprezowe dzieciaki, tańcowały do dziwnej elektronicznej muzyki. Paweł wtedy odciągnął ją na bok i opisał każdego po kolei. Basia, czyli Bonnie była jakby przewodnikiem stada, ona organizowała wieczory, nosiła krótkie sukienki i dużo mówiła. Albo ją się lubiło, albo nie, inna opcja nie istniała. Ładne dziewczę, ale zdecydowanie zbyt pojebane, oceniła natychmiast Diana. Potem wskazał na wysokiego, przystojnego bruneta z rozczochranymi włosami i w dizajnerskich okularach; Andrzej, zdaniem Pawła, był zwykłym idiotą, któremu poprzewracało się w dupie. Dziewczyny go uwielbiały, chciał być sławny i jeździć Navigatorem. Diana po cichu podejrzewała, że Paweł był w głębi serca zazdrosny o zainteresowanie, jakie wzbudzał Andrzej. No i oczywiście Laura – o niej Paweł mówił raczej niechętnie, a Diana musiała przyznać, że była naprawdę ładna, chociaż w zbyt naturalny jak dla niej sposób. No tak, nie miała przecież podwójnego D z przodu i tyłka Kim Kardashian z tyłu, ale ewidentnie coś w niej było; pomyślała, że właśnie do takiej dziewczyny pasuje Paweł. Nie czuła się skrępowana, przebywając w tym samym miejscu co ona. Już dawno przeszły jej wyrzuty sumienia, nie zmuszała do niczego Pawła. Diana zastanawiała się teraz, co takiego Paweł robił z takimi ludźmi. Nie wyglądało na to, żeby pasował do towarzystwa wyraźnych osobowości, takich jak Bonnie i Andrzej. Mogła sobie myśleć, że to była dwójka pojebańców, ale wydawali się do czegoś dążyć, nawet, jeśli miała to być tylko kolejna impreza lub nowe buty. Paweł był raczej nijaki, co w sumie nie było takie złe, bo stanowiło idealne tło dla jej talentu. Uśmiechnęła się pod noskiem; ach te Pawełkowe problemy.
- Chodź, pomogę ci zapomnieć o tych mordeczkach – mruknęła, ciągnąc go do sypialni.

Laura zbierała się kilka razy, bywały więc gorsze i lepsze dni. Nawet miała kogoś po Pawle, krótka weekendowa przygoda, kiedy to chciała zobaczyć, czy umie jak on przespać się z kimś i go zostawić. Jak z większością głupich pomysłów i ten źle się skończył: poszli do klubu, koleś nie umiał tańczyć i za dużo wypił, ona, żeby jakoś go znieść, wypiła jeszcze więcej, potem dała się zaciągnąć do samochodu i tam w dziesięć minut chłopak załatwił sprawę, a ona była trochę rozczarowana i zawstydzona. Po wszystkim został jej ogromny kac moralny i ten typowy, więc uznała, że koniec przygód i żyje bez chłopców. Bonnie często się na nią denerwowała, uważała, że powinna szybko sobie kogoś znaleźć, ale ona jakoś nie wyczuwała klimatu związków. To wszystko było kiedyś tylko dla niej i dla Pawła, nie wyobrażała sobie sobotniego kina z kimś innym, sypiania w cudzym łóżku i poznawania nowego chłopaka. Spojrzała na notatki; siedziała na wykładzie z historii literatury i umierała z nudów. Nikt jej nie powiedział, że coś, co brzmi tak interesująco, jest takie beznadziejne. Nagle ktoś ją klepnął w plecy. Odwróciła się i zobaczyła Gabrysia, jedynego chłopaka, z którym rozmawiała na roku. Darzyła go sympatią, fajnie się ubierał i był bezkonfliktowy. Lubiła takich ludzi.
- Co jest? - zapytała. Gabriel miał najdłuższe rzęsy, jakie kiedykolwiek widziała u chłopaka. Uśmiechnął się do niej.
- Idę dzisiaj na domówkę do kumpla, nie chcesz iść ze mną? - szepnął. Laura już miała odmówić, ale potem przyjrzała mu się uważniej – no bo co jej właściwie szkodzi? Przecież Gabryś nie proponuje jej małżeństwa i nie oczekuje niczego specjalnego. A dobra impreza nie jest zła, jak mawiała Bonnie. Szybko przeanalizowała za i przeciw, pozytywów sytuacji było zdecydowanie więcej, uśmiechnęła się więc do Gabrysia.
- Czemu nie. Może po mnie wpadniesz? Laura wracała do gry.

Bonnie, kiedy tylko dowiedziała się, że Laura imprezuje bez niej i do tego z CHŁOPAKIEM, od razu przyleciała do niej i zaczęła biadolić.
- Laurko, kochanie moje, musisz ubrać coś seksownego ale bez przesady, wiesz, klimat dobrych teledysków – stroiłam się pięć godzin, ale wyglądam jakbym dopiero wstała z łóżka – oznajmiła. Wykłady Bonnie dotyczące szeroko pojętego lajfstajlu były bardzo inspirujące. Laura do niektórych wniosków doszła już dawno temu, wiedziała jednak, że Basia uwielbia takie pogawędki, monologi wygłaszane tonem natchnionego artysty. Milczała więc, pozwalając mentorskim ambicjom swojej przyjaciółki się spełnić.
- No, rozumiem. Basiu, nie jestem upośledzona, plus to tylko domówka z Gabrysiem – powiedziała Laura. Bonnie miała pierwszy dzień okresu, więc była raczej nabuzowana i krytyczna, dlatego nie miała nastroju na Laurę próbującą mieć własne zdanie. Posłała jej mordercze spojrzenie i zaczęła wyrzucać z szafy wszystkie jej ciuchy.
- Pewnie będzie dużo wylansowanych gówniar, w lateksowych legginsach i białych najaczach, albo gorzej, w jakiś za dużych obcasach, masakra – kontynuowała Basia, lekceważąc fochy przyjaciółki. Laura przewróciła oczami i chwyciła z podłogi dżinsowe szorty.
- Włożę je i cicho już bądź, ok? Nienawidzę cię jak masz okres, jesteś maksymalnie wkurzająca – ucięła rozmowę. Bonnie była irytująca jak cholera, robiła z igły widły. Basia ostatecznie zgodziła się na opcję Laury, obiecała, że nie będzie dzwonić co pięć minut i że postara się wyluzować. Czuła się jak dumna matka, której córeczka idzie na spotkanie z przemiłym chłopcem. Pomyślała sobie, że czas najwyższy, wyleczyć się z głupiej miłości do Pawła. Pogłaskała Laurę po jasnej głowie.
- Bądź grzeczna! - powiedziała i wyszła, zostawiając Laurę samą.